poniedziałek, 31 marca 2014

Rok w adidasach





739km w tej liczbie zamyka się mój poprzedni bilans biegacza :)

jeżeli wydaje wam się to sporo, to ....2287 km przebiegu przyniósł mi kolejny rok :):):)


Bieganie to nie tylko sport, to nie tylko pasja ,to....styl życia!
nie wierzysz?! załóż adidasy i spróbuj !!! jeżeli starczy Ci tylko motywacji i determinacji ,żęby nie dostawać zadyszki przed 3 km !!!


ja za pierwszym razem zadyszki dostałam po 2 km i 200 metrach :) by za 3 dni ponownie ubrać adidasy i pójść do lasu na kolejne 2km 250 m.......



mówisz,że na to trzeba czasu ?! fakt!
że pracujesz - ja też
że masz małe dzieci ?- ja też
a mimo to biegam 50-70 km tygodniowo

jak to robię ?! wstaję o świcie- przed 6.00 rano wybiegam na moją szybką trasę -12km w godzinkę i tak 2-3 razy w tygodniu, w niedzielę idę na dłuższe wybieganie , minimum 20 km, z reguły 25km, czasem, co nie jest logiczne biorąc pod uwagę jakikolwiek plan treningowy  Skarżyńskiego czy kogokolwiek.... ale lubię.... lubię zapach lasu, szum tętniącej w uszach krwi, lubię pokonywać samą siebie....do 3 km strasznie się męczę , potem do 8km biegnie mi się lekko jak wiatr, na 8 zaczyna mnie boleć kostka u nogi...koło 10 km przechodzi.... koło 20km bolą mnie kolana i kręgosłup ...stosuje własną technikę biegu na wiatraka - macham rękami , rozciągam na boki....
koło 25km dokucza mi głód...ale ten łatwo przechytrzyć...nam pastylki z glukozą i kawałki czekolady ....potem znowu jest dobrze....lekko , zastrzyk energii działa... koło 29 km mam niepokój , patrzę na zegarek ile metrów mi zostało i mówię sobie jeszcze tylko ta górka, do tego drzewa, jeszcze tylko kawałek....przyspieszam, żeby szybciej skończyć ........a do końca dystansu maratońskiego pozostaje jeszcze ponad 12km ..... to sam ból......wszystkiego ale i ogromna determinacja ,żeby bieg ukończyć ....jest o tyle łatwiej ,że są to zawody i nie jest się samemu, to wtedy włącza mi się gadulec  i rozmawiam z pierwszą osobą z którą mijam...jest łatwiej ....każdy wtedy chętnie zabija czas i kilometry ....tak się biega maratony .....  


 
ten rok sportowy był łaskawy
2 maratony, kilka życiówek
 
1km -1:39
5km- 21:52
10km-49:59 :)
21km _ 1:51:57
42km 195 m- ??? zobaczymy w Rotterdamie
 
 
 
A że niedaleko pada jabłko od jabłoni, moje księżniczki polubiły atmosferę zawodów, same pytają czy dzisiaj jedziemy gdzieś biegać
i znów znalazły się w mediach :)
 
PostLaf to jeden ze starszych biegów luksemburskich, w ubiegłym roku zdjęcie biegnącej Ali znalazło się na pierwszej stronie najpoczytniejszego i opiniotwórczego dziennika w Lux, w tym roku te zdjęcie, ukazało się na internetowym wydaniu RTLu
 
 
a Olinka była najmłodszą uczestniczką KannerLaf ( ma niespełna 4 lata)
hahah Ala udzieliła nawet wywiadu do....Polskiego Radia Kielce :)
uwielbiam ten tekst ...dużo razy już biegałaś, ze dwa,trzy...eeee dużo, znacznie więcej , bo to trzeba przecież regularnie biegać i ja biegam :)
 
wiec już wiecie! trzeba przecież regularnie :))
 
 
 

 
a że bieganie niejeden ma wymiar, jak co roku braliśmy udział w Relais pour la vie- kliknij koniecznie, 24h sztafecie w polskiej ekipie, w biegu solidarności z osobami i rodzinami osób chorujących na chorobą nowotworową.... w tym roku miała dla mnie szczególny wymiar....biorąc udział w ceremonii lampionów byłam myślami blisko naszej blogerskiej koleżanki .....
 
 
 
 
 
Ceremonia Lampionów i Minuta Ciszy...... za wszystkich ,który ulegli
 
 ( corocznie lampiony ułożone są w napis ,w tym roku Ensamble _razem w walce )
 

czwartek, 27 marca 2014

Pocztówka z La Roche en Ardenne






Pogoda taka ,że grzech nie korzystać!
Tym razem wycieczkowe szlaki zawiodły mnie do uroczego, dość ustronnego miasteczka w Belgi.
La Roche en Ardenne, pewnie o nim  nie słyszeliście. Ja w sumie też nie :)





ale jest położone w cieniu ruin XII w zamku, wystarczający powód by pojechać :)




Pogoda tak ostatnio nas porozpieszczała, że ...na poranek w górach, jakby nie było ubrałam się za lekko....i szybko kupiłam ciepły polarek




o w tym sklepiku pod czerwonymi markizami :) stąd kaptur wystający spod kurki




:)) później było już znacznie lepiej









uwielbiam takie zagubione, z dala od cywilizacji i wielkomiejskiego życia miasteczka :) w jego uliczkach mogłabym błądzić w nieskończoność.
Ba...zamarzyła mi się taka kamieniczka nad rzeką....




może kiedyś..... może zaszyję się i będę pisać .....


Ach ...no i zamek








i pisałam już , że pogoda później była znacznie lepsza









La Roche en Ardenne może jako atrakcja turystyczna nie wygrywa rankingów popularności, ale mój poranek 11 marca spędziłam naprawdę przyjemnie

niedziela, 23 marca 2014

Patent Stary jak Świat











Skórzana kurtka i zwiewna sukienka to już klasyk ....nie jest ani odkrywczy ani kontrowersyjny.
Ale zawsze się sprawdza.....








Skórzane kurtki od zawsze kojarzyły mi się z motocyklami i heavy metalową stylistyką długowłosych i wytatuowanych facetów..... wiem, jakim obiektem westchnień była takowa...ile się oszczędzało żeby kupić i jak pielęgnowało smarując kremem NIVEA.
no cóż ma się starszego brata :))

Może i nie jestem trendsetterką ani super-hiper-modnie czy specjalnie oryginalnie  ubierającą się osobą, ale też nie lubię wyglądać jak klon i w porywie ,że wszyscy noszą to ja też chcę......


więc długo opierałam się takiemu zakupowi...zwłaszcza ,że wiszące w każdej sieciówce pseudo-skórzane mnie odpychały.....wogóle siebie w takiej stylistyce nie widziałam.
Kurtki skórzane owszem- brązowe ,irchowe, czy nawet ostatnio bordową miewałam....ale zawsze z prawdziwej skóry.......dość impulsywnie przymierzyłam i ramoneskę...
ot, z ciekawości.....przepadłam.........
więc na nowo odkrywam zawartość mojej szafy, mierząc to cudo z jagnięcej skóry , powielając klasyki i ....dobrze mi z tym.
Kocham tę kurtkę.
Kropka.








a sukienka na blogu się już pojawiła w tym poście , też w towarzystwie czerni . Jeden ciuch , a inny charakter :)



PS. a jeżeli myślicie ,że pozowanie na balkonie jest łatwe ....to się mylicie




próba druga




ufff...połowiczny sukces




i jednak w innych okolicznościach





pozdrawiamy serdecznie!!! dla nas karnawał nadal trwa :))

środa, 19 marca 2014

Pocztówka z Esch-Belval




Ja - wnuczka hutniczki , córka hutnika, synowa hutnika- nigdy nie miałam okazji zobaczyć jak wygląda huta.
 wielki kombinat krakowskiej huty Lenina, Sędzimira, czy Arcelor - Mital w cieniu, którego przyszło mi żyć ,był owiany tajemnicą.
Jak naprawdę wyglada wielki piec martenowski ?! Mogłam zobaczyć dopiero.....
w Luksemburgu









Choć Luksemburg w ogóle nie kojarzy się z wielkim przemysłem....
a jednak ....
Ma także zagłębie przemysłowe na południu kraju w okolicach Esch sur Alzette.
Wiele lat funkcjonujący przemysł stalowy ostatecznie upadł, koszty pracy były zbyt duże i Arcelor Mital zamknął swoje podwoje na ziemi luksemburskiej w 1997 roku.
Nieużywana huta niszczała, pohutniczy teren straszył.......
Aż w końcu potrzeba rekultywacji  tych rozległych terenów zrodziła w 2004  projekt Belval ,który wytrwale jest  wdrażany w życie i to o nim dziś post.















Infrastruktura pohutnicza - sieć energetyczna, ujęcie wodne i rozbudowana kolej to dobra baza na wybudowanie całej infrastruktury miejskiej.
Wielkie piece odrestaurowano, zakonserwowano, i są rdzeniem projektu. Są  wisienką na torcie. One robią naprawdę kolosalne wrażenie.

Wokół wrastając w pohutnicze hale produkcyjne wybudowano - galerie handlową Plaza, największą salę koncertową Rockhal, na której otwarciu w 2005 grał Prodigy  i Korn, Laboratoria uniwersyteckie , od tego roku dostępne dla szkół, Wydział techniczny Uniwersytetu Luksemburskiego, nowoczesny dworzec kolejowy ,ale również apartamentowce z luksusowymi mieszaniami z widokiem na piece hutnicze, w planach jest jeszcze rozbudowa bazy mieszkalnej, domków jednorodzinnych okalających całość i 29 arowy park  spajający 4 części Belval ,z ścieżkami rowerowymi, i biegowymi, ośrodkiem sportów wodnych i oczywiście placami zabaw dla dzieci.......








póki co wiele projektów jest nieukończonych, ale te post- przemysłowe miasteczko życie.....











 z lotu ptaka





hala dworca kolejowego z platformą widokową









Zdjęcia nie oddają rozmachu przedsięwzięcia. Mój teść zaczął lobbować , o podobne zagospodarowanie rozpadających się fabryk w Krakowie i nie tylko. Jasne ,kosztuje to niemało, miliardy euro , ale ....jak kazdy projekt , kazdy km drogi w Pl jest dofinansowywany z budżetu unii, tak w Pl jaki i Lux, bo koszt nieużytków i dzikich wysypisk które w tych miejscach powstają chyba jeszcze większy .....













a stylizacyjnie jak widać - B&W z kroplą żółtego


Spodnie- Promod
Bluzka- BonPrix
Marynarka Bon PRix
Torebka- 5th Avenue
Szpilki - Vendetta
i jakieś biżu ze starym zegarkiem taty Geneve