czwartek, 29 stycznia 2015

Przegapiłam









Właściwie można powiedzieć jak co roku.
Przegapiłam wyprzedaże.
Bo na pierwszy rzut "dobroci" zaraz po świętach mi się nie chce.
Potem zwykle spada jakiś nadmiar zajęć i zobowiązań.
Albo dopadają wirusy.....
albo zimowy niechciemietyzm ...jutro bardziej będzie mi się chciało

tak.... to bardziej niż refleksja, że zima w odwrocie i nie warto teraz.... lepiej kupić sobie coś na wiosnę ... to powody dla których znów nie uzupełniłam swojej szafy w nowy płaszcz , kurtkę czy buty w lepszej cenie. W końcu kupienie tych klasycznych rzeczy byłoby dobrym dealem

Więc tak.... moja zimowo-kurtkowa szafa to minimalizm do potęgi entej
wygląda tak

1. Kurtka puchowa - ciepła, funkcjonalna, granat
rocznik styczeń 2014 (youpi 50% obniżka w Tommy Hilfilger )




2. Płaszcz , historyczny wręcz, bezcennie cenny , ciepły , granat z czernią , wełna , producent nieznany
rocznik nieznany , rezyduje u mnie 16-ty sezon




3. Kożuszek - rudy, codzienny, sportowy, kupiony w Realu
rocznik 2003 ...więc też trochę wiekowy





4. Kurtka narciarska, Atomic . Obecnie głownie czeka na wyjazd na narty...
Rocznik 2006





i tyle byłoby zimowej szafy. Serio.

ale że zimy luksemburskie lekkie i raczej chłodne niż mroźne uzupełniam jesiennymi

5. płaszcz ,czarna, klasyczna dyplomatka odkupiona za czekolade Milkę, Zara
rocznik nie znany, u mnie drugą zime




    6. I z nagłówkowego zdjęcia
Promod, krótki płaszczyk? kurtka ? kobaltowy
rocznik 2013

 
 
i już. Koniec.
więcej nadających się na zimę nie mam.
Mam wrażenie, że tyle to absolutne minimum.
ale tylko 5 to trochę nuda.
sama ją nieraz odczuwam
50% z tego ma już ponad 10 lat
to można chcieć zmian
 
i właśnie po to ten post
moje drogie
 
chętnie posłucham Was co powinnam sobie koniecznie ufundować na następny sezon
może podpowiecie mi jakie dodatki ożywią to co już mam
albo co waszym zdaniem jest już absolutnie de mode i powinnam się, mimo sentymentów rozstać
co jeszcze jest funkcjonalne, wiecznie modne i żywe i warto kupić
 
 
PS.tak, ten post to trochę też dlatego ,że sprzyjających nowym zdjęciom okazji brak
choć kilka rzeczy bardzo chciałabym wam pokazać
 


niedziela, 25 stycznia 2015

Zimą malowane




Luksemburska zima to pora deszczowa. Ja często mówię, że to trwający pół roku listopad. Choć zdarzają się i takie dni, kiedy wpadam w zachwyt nad pięknem przyrody. Mgła osadzająca szadź. Jedno z najpiękniejszych zjawisk pogodowych. I tak właśnie otulony bielą wyglądał Luksemburg przez kilka ostatnich dni







Pięknie, prawda ?!

z mroźnym powietrzem przyszło i piękne niebieskie niebo i opady śniegu .....





i więcej śniegu....





i bardzo dużo śniegu :)





więc mamy zimę, pierwszy śnieg od dwóch lat , czas koca, kakao i dobrej lektury....ale tak, zima mi nie straszna i bałwany i łyżwy i po lesie biegania nie jest mi obce :)
Nie będę pytać czy lubicie zimę, zapytam ...co ostatnio czytacie ?!

środa, 21 stycznia 2015

Historia Pewnego Płaszcza



21 stycznia- Dzień Babci
chyba dobry to czas podzielić się z Wami pozytywnymi wspomnieniami o pewnej wyjątkowej osobie- mojej prababci Annie.



Może to nie najstarsze zdjęcie jakie posiadam, ale bardzo szczególne.   Tutaj mam może półtora roku i siedzę miedzy moją prababcią i moją praprababcią Aniela, która ma tutaj...102 lata.
To ta pani na wózku inwalidzkim. Trzecia z pań, to siostra mojej babci Anastazja, która zadała kłam powszechnym opiniom, że otyłość skraca życie. W jeszcze większej celebrowała w ubiegłym roku 104 rocznice urodzin.



 
 
 
Tu moja cudowna babcia Ania, charakter mam zdecydowanie po niej :)
Urodziła się na Szafarni, takiej zabitej dechami wsi na pojezierzu Brodnickim, gdzieś między Iławą, a Nowym Miastem Lubawskim. Kiedy ostatnio tam byłam z 20 lat temu, ciągle wodę czerpano ze studni, która latem w upały wysychała....a w czasie burzy wyłączano prądnice.
Otóż moja babcia niż znosiła życia wiejskiego i w wieku lat 16 uciekła z domu, wyszła z mąż za cieśle górniczego i osiadła na Górnym Śląsku. Tu urodziła się moja babcia i mama i ja.......
Ale śląskie życie nie było jej pisane do końca....mając tuż przed 60-tkę po raz kolejny spakowała walizkę i wsiadła w pierwszy pociąg .....szukać chleba ....jak okazało się w Kotlinie Kłodzkiej.
Czemu ? bo uznała, że dom, a właściwie mieszkanie wielopokoleniowe, to nie jej bajka. To były czasy, że wszyscy mieszkali w pokoju z kuchnią, bez łazienki i toaletą na korytarzu ...Ona, jej córka, jej zięć i dwoje jej wnuków. By dać przestrzeń i samodzielność młodym wyjechała z jedną walizką.
Początkowo pracowała w sanatorium Wojciech w Lądku Zdroju, później, bo nowo otwierany szpital dawał mieszkania w Szpitalu Psychiatrycznym w Stroniu Śląskim.  I właśnie w Stroniu dożyła 1999 roku, zmarła mając 101 lat. Nigdy nie wierzyła ,że rok 2000 nastąpi. Dla niej nie nastąpił.



O ile spędzałam z widokiem na Śnieżnik każde wakacje, i każde zimowisko to niestety niewiele zdjęć mam z tamtych czasów. Te tutaj ..hmmmm ...byłam jeszcze w szkole podstawowej.....

Babcia była bardzo energiczną kobietą, przez wszystkich lubianą, wychowała już będąc na emeryturze wiele dzieci, wszystkie ją do końca odwiedzały. Właściwie, to oni opiekowali się nią . Oni oraz burmistrz miasta, bo była najstarszą mieszkanką, i kościół. Nigdy nie chciała wrócić na Śląsk, spędziła u nas jedną zimę, co jeszcze ją upewniło, że jak jedne drzwi się zamyka ,to na zawsze.
Bo jak mówiła, spotykacie się i macie własne życie, mówicie o sprawach ,które mnie nie dotyczą i o osobach ,których nie znam.....Wróciła na wiosnę do siebie.....gdzie jak ktoś wpadał na plotki to choć spędził 10 minut to poruszał sprawy ,które ją żywo interesowały. Takiego intelektu i sprawności fizycznej można jej pozazdrościć ...


a to chyba ostatnie ze zdjęć jakie posiadam....jest tu ze swoim praprawnukiem. Dziś już 20-letnim mężczyzną :)
Taka była długowieczność w mojej rodzinie i takie to było pokolenie dwóch wojen .......


Dziś nie mogę przytulić ani mojej prababci Ani ani mojej babci Ali
ale mam mnóstwo wspomnień do pielęgnowania.
i płaszcz .......









tak, tak ten płaszcz to spadek po ...prababci. Dostała go z darów Izraela dla biednej komunistycznej Polski. Sama nie nosiła, wolała lżejsze kurtki. Później na moją babcie był za długi, na mamę za ciasny...na mnie za krótki.....doszyłam więc futrzane mankiety i kołnierz i od wielu ,wielu lat mi służy. Jakość, której mam wrażenie dziś już trudno uświadczyć. Jest najcieplejszym ciuchem, 100% wełna szetlandzkich owiec i podpinka ....żadna zima mu nie straszna. Przechodziłam w nim obie moje ciąże.... więc poniekąd mojej córki dotknęły moich najpiękniejszych wspomnień.





 
 Zazwyczaj noszę z szalami, czapami ..ale i pogoda prawie wiosenna i niewidoczne detale spowodowały ,że dziś wersja sote.....

PS.1
Post powstał , w odpowiedzi na Nominację Pozytywnych Myśli, jeżeli Wy chcielibyście podzielić się jakimś wspomnieniem, myślą i emocją.... czymś dobrym co grzeje Was w te zimowe dni, śmiało ,nie krępujcie się . Temat dowolny :)

PS.2
Dzięki Edytka :) za pretekst do własnych wspomnień i refleksji
                             



sobota, 17 stycznia 2015

Codzienność - to lubię !


 
 
 
6:45 dzwoni budzik
Chwilę później słyszę tup tup tup na schodach
I wpadają do nas dwie roześmiane buzie....
Tuli tuli i chyc pod kołdrę
W łóżku przewaga kobiet;)
Moj mąż kapituluje...wstaje idzie zrobić kawę
Capucino z rana...z pianką pyyyycha
I opowiadamy co dziś bedziemy robić

Mama a Här Koob mówił....
Nie Joffer Mady mnie nie mówiła....
Mama a po szkole
A po śniadaniu ,
A "za "jutro .....konkurs 100 pytań do ..
 
 
 


 Ubieramy się
Mama a sukienka?! Za zimno
Czemu ta bluzka... Bo pasuje do spodni
Mama ja tych nie lubie ..lubię z kokardką....


Śniadanie....nie chce chleba z linijką ( przyp. skórką )
Mama mogę wodę...
Mama nie lubię pomidorów
Ja lubię i lubię czeroną paprykę, a Jil nie lubi....
Mama moge na deser platki ....prosze ....
Albo kakao.....

Szkoła, Praca...




 16:00 zaczynamy od nowa
Ola gotowa ?! Idziemy po Alę

Mama a Joffer Mady dzis nam pokazała ...wiesz uczymy się o GromperenKinnek :/ wolałabym o żeby był księzniczką

Alą , o co tak długo 16:07.... Helena to dziś....a Jil...
Możemy bajkę ?!?!

A możecie sie pobawić bez bajki
No mama....po niemiecku bajkę, musimy się uczyć...
Tu mnie macie....ale po lekcjach...
Mama zrobię zaraz po bajce
Ok, ale solidnie i na pewno
Ok...
Jaką
Jake und die Niemmerland Piraten
Albo Zoe Zauberschrank

Nieeee ..ja chce Kleine Einstein mogę.....

Mam te moc ,mam te moc......
Mama albo Elzę
Elza była juz 3 razy w tym tygodniu
Ale my lubimy...

Codzienność. Radosna ,beztroska, szczęślwa, pełna szczebiotu i śmiechu.
Lubię. Bardzo.

 


 Dziś taka codzienna ja...przed naszym domem, jechalismy gdzieś, mieliśmy kliknąć zdjęcia w ładniejszych okolicznościach przyrody. Najpierw nie było czasu, potem słońca...teraz weny ....
Ot, życie

Nie ,nie narzekam. Celebruję te codzienność.
Jest w niej zaklęta miłość, stabilizacja, beztroska....ja....
 
 
 
 







 

wtorek, 13 stycznia 2015

Krata-trzecie starcie



Chyba  dlatego, że jest to dzieło moich rąk, darzę ten sukienkę dużym sentymentem. I z tego też powodu, raz do roku, robię jej wietrzenie i próbę dopasowania do mnie. Do aktualnej mnie.
Była i tu ...i w wersji na spódnicę tutaj , dziś przykryta czernią...idąc za sugestiami jednej z Was....choć kapelusza nie kupię, bo to nie ja :) i szerokiego, krótkiego oversizowego płaszcza też nie, bo wtedy wolałabym, aby nie był czarny, potraktowałam dobrem z szafy :) klasyczną dyplomatką , oficerkami i czarnym swetrem, bo przecież w krótkim rękawku chodzić się zimą nie da.




Sentymenty me są na tyle silne, że nie występuje w roli Potworów w Szafie, a i z pytaniem czy któraś chętna się waham.....i tak sobie trwamy w trudnej miłości twórcy i wyTworu :)




wystąpili
Sukienka - Burda i ja
Płaszcz- Zara
Komin -nn
Sweter _H&M
Kozaki _Tamaris




myślicie, że styczniowe słońce zwiastuje wiosnę ??!!

piątek, 9 stycznia 2015

Bez weny




Nie mam się w co ubrać.
A czasem mi się zwyczajnie nie chce myśleć co na siebie włożyć.
Koszula i jeansy zawsze się obronią.
Przynajmniej wychodzę z takiego założenia. Od pasa w górę elegancko, pod biurkiem więcej luzu :) oszukuje :) trochę.




Czarny płaszcz miał zrobić "robotę "




a ukazał tylko wady i brak przemyślenia tego co na siebie założyłam.....
przede wszystkim....znowu mam za duże na siebie jeansy...jakaś zmora....co 3-4 miesiące muszę kupować mniejsze....
Lepiej byłoby założyć bardziej eleganckie, a la garniturowe spodnie
ale nie chciałam ,żeby było zbyt formalnie
Lepiej byłoby mniej oficjalnie bez koszuli ,za to w jakimś swetrze, bo zmarzłam...trochę...
Lepiej byłoby......
może najlepiej byłoby nie narzekać.....

chyba najbardziej potrzebuję motywacyjnego kopa w tyłek, żeby jakoś wystartować w tym nowym roku...