niedziela, 31 maja 2015

Profesjonalistka





Emigracyjny chleb różnie smakuje i partnerowi patrnera pracującego w wielkim świecie finansjery , biznesie czy IT usługach pozostaje życie kury domowej. Czasem trudno się odnaleźć. Oczywiście jeżeli wykonuje się zupełnie z innej bajki zawód.
Być kurą domową  jak się ma małe dzieci wcale źle nie jest. Wie o tym każda mama na wychowawczym . To czas bezcenny. Czas kiedy nie jesteśmy zestresowane pracą, kiedy mamy czas na rozwijanie własnych pasji albo intensywną naukę języków . Kiedy dzieci mają rodzica- mamę zawsze blisko.I kiedy jest czas na wszyskie baseny, tańce, karate czy place zabaw
Ale jest także 1000 powodów dla których warto w pewnym momencie wrócić do swojego zawodu, do aktywności zawodowej, zwłaszcza jak się ją naprawdę lubiło.
I to mimo,że w zupełnie innych realiach .....




To efekt mojej współpracy z zawodowym fotografem od portertów profesjonalistów. Wiecie nadętych adwokatów , architektów  i dziennikarzy na stopkę do gazety. Wysłał mnie mój mąż :))
OD dwóch miesięcy jestem"travailler independante"albo jak kto woli "self-employed" .
Profesjonalista :))
więc jest mus mieć profesjonalną stronę z profesjonalnym zdjęciem.



Sama nie wiem czy w tym zdjęciu widać mnie ,z moją osobowiścią i charakterem , jak twierdzi i fotografka i mój mąż ....ale ok.
A jak widzicie to WY?
Promieniuje ze mnie wewnętrze ciepło i budzę zaufanie ??


PS.1
 Ktoś mi wytłumaczy czemu jakość zdjęć ,w sensie efekt rozmazania się pojawia w momencie wrzucania na blogera. Bo na kompie zdjęcia to żyleta, a w blogerze masakra ?

PS.2
Podphotoshopowane jest tylko pierwsze zdjęcie, reszta to natura i podkład lekko kryjący :)

czwartek, 28 maja 2015

Luz kontrolowany





Nadal chodzę na zakupy do własnej szafy i jak już do tablicy wywołałam wzorzyste spodnie to voila!
Wróciłam ze sklepu gdzie oglądałam podobne- biało-czarne z kroplą granatu......
moje tego granatu nie mają :( 
ale za to nic nie kosztują :)
 ale fajnie ten granat wyglądał :(
ale nic nie szkodzi mimo wszystko ubrać do tych granatowej bluzki :)
szkodzi :( nie ma tego samego efektu
to sobie wymyśl inaczej 
ok z czerwonym albo żółtym....
trudno żółte usta mieć 
to mam czerwone i czerwoną torebkę

Czasem niełatwe są dialogi wewnętrzne między rozsądkiem a zakupoholizmem :)

Jak widać nie kupiłam. A że jakoś ostatnio wogóle nie mam ochoty na obcasy to ubrałam birkenstocki
i znów jest tak prosto, tak nieskomplikowanie, tak po mojemu


Asymetryczna bluzka też dość bezrobotna ....jak się tak nie przeginam to brzuch nie odsłania :)





Wystąpili 
Spodnie Esprit
Bluzka Lanti
Sandały Birkenstock
Torebka Deichmann

poniedziałek, 25 maja 2015

Brzoskwiniowy mus




Minimalizm po mojemu, czyli żadne tam siedem ciuchów na siedem dni , czy też Capsul Wardrobe -15 części garderoby na miesiąc.
Kto podczytuje Kasię z Simplicite to wie o czym piszę.
Idea szlachetna, ale......ja zanudziłabym się.
Od czasu do czasu mam ochotę na odrobinę szaleństwa. Bo przecież ekstrawagancją tego nazwać nie można.
Więc jedno co w 100% kupuje z ideai minimalistycznych to "kupuj mniej , noś więcej"
Co więcej idea ta ma się u mnie  bardzo dobrze. Przez dwa miesiące nic nowego się nie pojawiłow mojej szafie,
 potem pojawiły się i tak planowane buty :)
w których przechodziłam Genewę
i trench, też wcześniej  zaplanowany do kupienia w trakcie wyprzedaży . Tyle. W ciągu trzech miesiący .
Konsekwentnie też grzebię we własnej szafie i wyciągam co rusz to nowe, nienoszone ciuchy  by dać im drugą szansę .






Dziś dostały drugą szansę wzorzyste spodnie. Blogowa ich odsłona trzecia.

było bowiem tak
i tak


Ale wydaje mi się ,że pomarańczowy szal i oversizowa bluzka to najlepszy wybór do nietrafionych zakupu spodni . I koniecznie obcas ! Więc sandały na słupku idealnie się sprawdzają.
Minimalizm po mojemu , to robienie zakupów we własnej szafie.
 A co do spodni to coś czuję, że tym razem się polubimy ....

Wystąpili
spodnie Bonprix
Bluzka Benetton
Szal Brantano
Sandały Bocage

ach i miałam napisać czemu ze słuchawkami na uszach

dlatego -odpadłam - boskie

brzoskwiniowy mus z twych ust ja saute




A u nas trzeci długi majowy weekend , no wiecie , relaks - leżak, książka :)

czwartek, 21 maja 2015

Carpe Diem



"Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie..."



Horacemu chyba bardziej chodziło o ogólną postawę życiową niż stricte o zakupy....ale co tam, żyjemy w tak przeżartym konsumpcjonizmie świecie, że może dotyczyć i okazji zakupowych.
Tak było bowiem tym razem.
Moje mocne postanowienie poczekania na wyprzedaże z zakupem klasycznego trencza ....w starciu z okazją ...





ale po kolei
robiąc przegląd wiosenny przegląd szafy doszłam do wniosku, że taki klasyk jak trencz zdecydowanie do mnie trafia , a stary wysłużony czerwony musi mieć już dublera.....wahałam się między klasycznym beżowym, granatowym czy ....czerwonym.
Postanowiłam po raz pierwszy poczekać na wyprzedaże i na nich kupić...
i co?
i przeczytałam ogłoszenie na bazarze luksempolskim
sprzedam trencz ,stan idealny firmy Esprit cena 10 e
następnego dnia był mój , bo co jak co ale na  wyprzedaży nie kupię za 10% wartości , a jego idealność co do stanu , a także fasonu i przypasowanie do mnie mogę zdecydowanie potwierdzić

Carpe Diem, chwytaj dzień i okazje ,które ci niesie....




I jako ,że maj nas już nie rozpieszcza pogodą zakup w 100% trafiony, śmigam w nim od tygodnia non stop :)i nic to ,że poława ulicy śmiga tak samo :)

Wystąpili
Trencz - z drugiej ręki Esprit
Spodnie -Esprit
Koszulka -Benetton
Buty Mano
Szal - nn


poniedziałek, 18 maja 2015

Pocztówka z ...Beauford










Wolny dzień w tygodniu ? 1000 rzeczy do zrobienia. Ale nie ma takiej rzeczy do zrobienia, która nie może poczekać wobec spontanicznej propozycji wycieczki.
:))
Mam te przewagę nad resztą mojej rodziny ,że to ja decyduję gdzie :)





Tym razem nie chciało nam się daleko, padło więc na Chateau de Beaufort.
Mniej znane niż Vianden ,ale nie mniej warte odwiedzenia.




Średniwieczne ruiny i renesansowa dobudówka




Klimat niesamowity, ilość zakamarków do spenetrowania.... sala tortur, piwnice, wieże, winiarnia okraszone koncertami na żywo.








 W 3 miejscach koncerty ,tu smyczki, tam orkiestra dęta , a jeszcze gdzie indziej rock na bębnach... dodatkowy bonus do biletu wstępu.



a wszystko to w jednym z najpiękniejszych regionów Luksemburga, zwanym Małą Szwajcarią Luksemburską. Z lasami tak pięknymi , trasami pagórkowatymi , że z ich powodu zainwestowałam w buty do wędrówek i na szlaki z wielką chęcią wrócę




nie w sukience i nie w sandałach :) ale wrócę ....

Wystąpili
Sukienka Promod
Kurtka Vero Moda
Naszyjnik DIY
Sandały Birkenstock
Torba H&M

piątek, 15 maja 2015

Porozmawiajmy o blogowaniu



Bloguję ja, blogujesz Ty. To dlatego się znamy.
Łączy nas wirtualny świat, pełen specyficznych zjawisk. Od czasu do czasu zezłaszczają nas sweet komcie, komentarze kopiuj- wklej, czy propozycje nie do odrzucenia - obs za obs
Tyle już postów na ten temat powstało ,że ja sobie odpuszczę.
Co jeszcze złego toczy blogosferę- hejt. Cóż - napisałam 257 postów i pod żadnym się nie pojawił. Nikomu nie chciało się mnie zbluzgać :0 Chyba brak możliwości komentowania anonimowo jest najlepszą zaporą, Nie to, że można założyć fikcyjne konto, wkleić zdjęcie małpy i nazwać się Mme Hejt. Aż tyle działań ,by napisać jesteś brzydka, głupia ,wieśniara nikomu się nie chce.
Za każdym razem piszę - krytykujcie mnie, krytyka jest mądra, rozwijająca, pozwala na dyskusję....i zmiany, albo bronienie swojej wizji. Co też jest rozwijające. Pod tym względem jestem dumna , że stworzyłam kawałek wirtualnej przestrzeni, w której panuje swoboda wypowiedzi.  I kultura.

Kolejnym zjawiskiem są gwiazdy i celebrytki , zwykłe dziewczyny ,które zrobiły karierę w blogosferze. Wyzywane od chodzących słupów reklamowych. I innych aspirujących do legendarnie wysokich zarobków z bloga. Cóż... jeżeli czegoś mogę im zazdrościć to ...możliwości i odwagi do korzystania z nich. W analogowych czasach w których przyszło mi żyć w młodości jak chciałam mieć własne pieniądze to myłam szyby na stacji benzynowej ( do dziś jak ktoś podbiega je myć to płacę , bo wiem ,że ani to łatwe ani sympatyczne zajęcie ) roznosiłam ulotki wyborcze i zbierałam podpisy na kandydata społecznego nie zastanawiając się nad jego programem tylko nad żywą gotówką , którą płacił za każdy podpis ( to tak w kontekście aktualnych wyborów, nie uzyskał tego minimum żeby wystartować ) pracowałam jako pomoc kuchenna w domu wczasowym za dach i jedzenie , byle spędzić wakacje nad morzem, jeździłam na kolonie jako wychowawca - to akurat uwielbiałam i jest to najlepsza wakacyjna praca, a do Kołobrzegu od zawsze mam sentyment, byłam doradcą od okien montowanych w domach, stałam na promocjach i targach jako hostessa - chodząca reklama z koszulką z napisem Heineken czy Danio ..... Jaka to różnica od "chodzących słupów reklamowych" robiących zdjęcia na ściankach ?! może rzeczywiście w dochodach ....
ale to właściwie mnie cieszy. Jedna czy druga polska aktoreczka zgarnia za reklamowanie margaryny znacznie więcej. A że ich blogi do mnie nie przemawiają... no cóż. Ja czego innego szukam w sieci.
i jakimż wydaje się truizmem ,że szukam drugiego człowieka ? lubię te blogi, w których sobie pogadam, powymieniam zdanie... ale to mój wybór.
Ale zawsze klikam  albo staram się klikać,w te prośby kliknij mi w banerek, bo one nie wynikają z przedsiębiorczości. Bo skoro ktoś, nie ja im zapłaci, czy da darmowe ciuchy i kogoś to usatysfakcjonuje...
mam trochę więcej lat i inne źródła dochodu, stać mnie na niezależność :) ale zwłaszcza młode dziewczyny - że chcą ... tylko się chwali.



Poprzedni post , w nie był ani napisany pod wpływem emocji, ani tym bardziej urazy wobec krytyki.
Był świadomą  i w pełni odpowiedzialną  refleksją własną . I choć poniekąd wiedziałam, że wywoła on burzę, to.... hmmmm był potrzebny. Mnie.
Więc może o Annie i blogowaniu wam napiszę.

Kiedyś czytałam książkę o e-osobowości. O tym, że w sieci kreujemy swój wizerunek. Jesteśmy odważniejsi i pewniejsi siebie ( patrz poczucie anonimowości i hejt) albo pokazujemy lepszą stronę swojej. Ja nie mam zwyczaju się internetowo uzewnętrzniać w sprawach ,które mnie ranią, bolą, poruszają. Nie piszę o tym, że czasem jest mi źle, trudno, że ktoś mi bliski odszedł, frustruje mnie brak aktywności zawodowej , że miewamy taki czy inne kłopoty i rozterki. I nie zamierzam tego zmieniać. Ale tym razem podzieliłam się czymś co od dłuższego czasu gdzieś tam tkwi....
Nie ma to nic wspólnego z poczuciem własnej wartości albo chęciom wymuszenia na was komentarzy - Anka jesteś super pisz dalej.  Bo pomysłów mi nie brakuje, brakuje chęci realizacji.
Taki impas...
Ale kopniak motywacyjny od Was, rzecz bezcenna. Za to chciałam wam podziękować. Przede wszystkim Mar, której zaangażowanie , czas i energia ,które poświęciła przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Na której komentarze się uśmiechałam, mimo ,że miałam wrażenie, że zupełnie nie nadajemy na tych samych falach :)
Więc ..... wcale nie wykluczam, że będzie mnie mniej.
 Bo ..chciałabym znaleźć jakąś świeżość , przyjemność i satysfakcję w tym co robię. Czas przynosi własne rozstrzygnięcia. Jedno jest pewne - nie rozstanę się z Wami tak definitywnie :)
bo nie planowałam nawet znikania z waszych blogów, tylko z tak trudno mi prowadzić własnego. Póki co pojawi się post pocztówkowy z wczorajszej bardzo spontanicznej wyprawy ( u nas był dzień wolny od pracy Wniebowstąpienie ) .... powiem wam szczerze, że i ciuchowo , może nic nowego to nie jest, ale wlaliście tyle nowej energii we mnie, że i ciuchowo przegrzebka w szafie była dość efektywna i sprawiła mi sporo przyjemności.

Za co pozostaje mi podziękować Wam !!!
Jesteście super i dziękuje Wam za te blisko 3 lata obecności.

to już zmykam... idę na profesjonalną sesję zdjęciową , co ogromnie mnie stresuje, ale potrzebuję profesjonalnego zdjęcia na profesjonalną stronę zawodową i czuję się wobec czego jak nie w swojej bajce :) trzymajcie kciuki ,żebym nie wyszła jak ktoś kto połknął szczotkę od kija


Ps. zdjęcie pochodzi z lutego 2007 roku

środa, 13 maja 2015

Ubrana nie przebrana




Brakuje mi pory przejściowej. Kiedy uzasadnione jest noszenie tych wszystich marynarek, szali, apaszek, otulaczy i urozmaicaczy wizerunku.
Kiedy aura przechodzi z chłodu i pluchy w piękne i ciepłe lato- głupieję. Poza sukienką i sandałami nie widzę sensu więcej na siebie nic wkładać.
A potem czytam komentarz- Ty jak zawsze ubrana prosto. t
ak , wiem Nabilu nic nie miałeś złego na myśli , bo i prostota i normalność zawsze się broni- tyle ,że trafiło to w mój zły czas, kiedy  zastanawiam się, czy ta moja zwyczajnośc i prostota warta jest pokazywania w sieci.
Jestem prosta, cieszę mnie proste rzeczy- obrazek narysowany przez córkę, ich poranny uśmiech, słońce zaglądające przez okna, beztroska z jaką aktualnie przyszło mi żyć. Czy wobec czego jest o czym pisać i co pokazywać ?
 Nie mam nawet jakiegoś pędu ,żeby to zmieniać, od 2,5 miesięcy żyję w celcabie zakupowym i dobrze mi z tym. Noszę co lubię , noszę co mam w szafie , ubieram się jak mi wygodnie, nie szukając ekstrawagancji - ubrana nie przebrana , w piórka nie swoje.... byle na pokaz . Ciuchy to ekspresja siebie, więc może ja jestem prosta ....





Zdjęcia zrobione od niechcenia, z braku motywacji , i niejednokrotnie stawianego pytania czy nie czas ze sceny zejść ....
pytanie cały czas otwarte....

Wystąpili 
Sukienka Promod
Sandały Bocage
Torebka Mexx

sobota, 9 maja 2015

Pocztówka z Genewy



Zaletą miast leżących na morzem albo wielkim jeziorem są portowe widoki, których ja nigdy nie mam dosyć. I Genewa właśnie takim miastem jest. Z rozległym portem, Jet d'Eau czyli najwyższą fontanną strzelającą słupem wody na wysokość 140 m ...i ma jeszcze w tle panoramę Alp. W maju jeszcze ośnieżonych. Piękne miasto w piękną pogodę to majówka wymarzona. Idealna.





Mimo niekorzystnych prognoz pogody zaryzykowałam i na wyjazd spakowałam białe spodnie...bo gdzie indziej pasują paski i marynarski klimat jak nie w porcie :)




Mam nadzieję ,że  zdjęć nie macie jeszcze dość i chętnie obejrzycie coś w Genewie poza portem...
















i miał być deser szwajcarski ...to proszę, na deser był półmaraton i to w towarzystwie mojego męża :)
bo dziewczynami zajęli się nasi znajomi :) 2 * 21,097 km





Genewa nas zachwyciła, Szwajcaria nas zachwyciła, a skoro mamy już całoroczną winietkę na autostrady do może uda się nam ją jeszcze wykorzystać :) oby...wszak to niedaleko...zaledwie 350km .....trzymcie za to kciuki :