niedziela, 31 maja 2015

Profesjonalistka





Emigracyjny chleb różnie smakuje i partnerowi patrnera pracującego w wielkim świecie finansjery , biznesie czy IT usługach pozostaje życie kury domowej. Czasem trudno się odnaleźć. Oczywiście jeżeli wykonuje się zupełnie z innej bajki zawód.
Być kurą domową  jak się ma małe dzieci wcale źle nie jest. Wie o tym każda mama na wychowawczym . To czas bezcenny. Czas kiedy nie jesteśmy zestresowane pracą, kiedy mamy czas na rozwijanie własnych pasji albo intensywną naukę języków . Kiedy dzieci mają rodzica- mamę zawsze blisko.I kiedy jest czas na wszyskie baseny, tańce, karate czy place zabaw
Ale jest także 1000 powodów dla których warto w pewnym momencie wrócić do swojego zawodu, do aktywności zawodowej, zwłaszcza jak się ją naprawdę lubiło.
I to mimo,że w zupełnie innych realiach .....




To efekt mojej współpracy z zawodowym fotografem od portertów profesjonalistów. Wiecie nadętych adwokatów , architektów  i dziennikarzy na stopkę do gazety. Wysłał mnie mój mąż :))
OD dwóch miesięcy jestem"travailler independante"albo jak kto woli "self-employed" .
Profesjonalista :))
więc jest mus mieć profesjonalną stronę z profesjonalnym zdjęciem.



Sama nie wiem czy w tym zdjęciu widać mnie ,z moją osobowiścią i charakterem , jak twierdzi i fotografka i mój mąż ....ale ok.
A jak widzicie to WY?
Promieniuje ze mnie wewnętrze ciepło i budzę zaufanie ??


PS.1
 Ktoś mi wytłumaczy czemu jakość zdjęć ,w sensie efekt rozmazania się pojawia w momencie wrzucania na blogera. Bo na kompie zdjęcia to żyleta, a w blogerze masakra ?

PS.2
Podphotoshopowane jest tylko pierwsze zdjęcie, reszta to natura i podkład lekko kryjący :)

poniedziałek, 18 maja 2015

Pocztówka z ...Beauford










Wolny dzień w tygodniu ? 1000 rzeczy do zrobienia. Ale nie ma takiej rzeczy do zrobienia, która nie może poczekać wobec spontanicznej propozycji wycieczki.
:))
Mam te przewagę nad resztą mojej rodziny ,że to ja decyduję gdzie :)





Tym razem nie chciało nam się daleko, padło więc na Chateau de Beaufort.
Mniej znane niż Vianden ,ale nie mniej warte odwiedzenia.




Średniwieczne ruiny i renesansowa dobudówka




Klimat niesamowity, ilość zakamarków do spenetrowania.... sala tortur, piwnice, wieże, winiarnia okraszone koncertami na żywo.








 W 3 miejscach koncerty ,tu smyczki, tam orkiestra dęta , a jeszcze gdzie indziej rock na bębnach... dodatkowy bonus do biletu wstępu.



a wszystko to w jednym z najpiękniejszych regionów Luksemburga, zwanym Małą Szwajcarią Luksemburską. Z lasami tak pięknymi , trasami pagórkowatymi , że z ich powodu zainwestowałam w buty do wędrówek i na szlaki z wielką chęcią wrócę




nie w sukience i nie w sandałach :) ale wrócę ....

Wystąpili
Sukienka Promod
Kurtka Vero Moda
Naszyjnik DIY
Sandały Birkenstock
Torba H&M

piątek, 15 maja 2015

Porozmawiajmy o blogowaniu



Bloguję ja, blogujesz Ty. To dlatego się znamy.
Łączy nas wirtualny świat, pełen specyficznych zjawisk. Od czasu do czasu zezłaszczają nas sweet komcie, komentarze kopiuj- wklej, czy propozycje nie do odrzucenia - obs za obs
Tyle już postów na ten temat powstało ,że ja sobie odpuszczę.
Co jeszcze złego toczy blogosferę- hejt. Cóż - napisałam 257 postów i pod żadnym się nie pojawił. Nikomu nie chciało się mnie zbluzgać :0 Chyba brak możliwości komentowania anonimowo jest najlepszą zaporą, Nie to, że można założyć fikcyjne konto, wkleić zdjęcie małpy i nazwać się Mme Hejt. Aż tyle działań ,by napisać jesteś brzydka, głupia ,wieśniara nikomu się nie chce.
Za każdym razem piszę - krytykujcie mnie, krytyka jest mądra, rozwijająca, pozwala na dyskusję....i zmiany, albo bronienie swojej wizji. Co też jest rozwijające. Pod tym względem jestem dumna , że stworzyłam kawałek wirtualnej przestrzeni, w której panuje swoboda wypowiedzi.  I kultura.

Kolejnym zjawiskiem są gwiazdy i celebrytki , zwykłe dziewczyny ,które zrobiły karierę w blogosferze. Wyzywane od chodzących słupów reklamowych. I innych aspirujących do legendarnie wysokich zarobków z bloga. Cóż... jeżeli czegoś mogę im zazdrościć to ...możliwości i odwagi do korzystania z nich. W analogowych czasach w których przyszło mi żyć w młodości jak chciałam mieć własne pieniądze to myłam szyby na stacji benzynowej ( do dziś jak ktoś podbiega je myć to płacę , bo wiem ,że ani to łatwe ani sympatyczne zajęcie ) roznosiłam ulotki wyborcze i zbierałam podpisy na kandydata społecznego nie zastanawiając się nad jego programem tylko nad żywą gotówką , którą płacił za każdy podpis ( to tak w kontekście aktualnych wyborów, nie uzyskał tego minimum żeby wystartować ) pracowałam jako pomoc kuchenna w domu wczasowym za dach i jedzenie , byle spędzić wakacje nad morzem, jeździłam na kolonie jako wychowawca - to akurat uwielbiałam i jest to najlepsza wakacyjna praca, a do Kołobrzegu od zawsze mam sentyment, byłam doradcą od okien montowanych w domach, stałam na promocjach i targach jako hostessa - chodząca reklama z koszulką z napisem Heineken czy Danio ..... Jaka to różnica od "chodzących słupów reklamowych" robiących zdjęcia na ściankach ?! może rzeczywiście w dochodach ....
ale to właściwie mnie cieszy. Jedna czy druga polska aktoreczka zgarnia za reklamowanie margaryny znacznie więcej. A że ich blogi do mnie nie przemawiają... no cóż. Ja czego innego szukam w sieci.
i jakimż wydaje się truizmem ,że szukam drugiego człowieka ? lubię te blogi, w których sobie pogadam, powymieniam zdanie... ale to mój wybór.
Ale zawsze klikam  albo staram się klikać,w te prośby kliknij mi w banerek, bo one nie wynikają z przedsiębiorczości. Bo skoro ktoś, nie ja im zapłaci, czy da darmowe ciuchy i kogoś to usatysfakcjonuje...
mam trochę więcej lat i inne źródła dochodu, stać mnie na niezależność :) ale zwłaszcza młode dziewczyny - że chcą ... tylko się chwali.



Poprzedni post , w nie był ani napisany pod wpływem emocji, ani tym bardziej urazy wobec krytyki.
Był świadomą  i w pełni odpowiedzialną  refleksją własną . I choć poniekąd wiedziałam, że wywoła on burzę, to.... hmmmm był potrzebny. Mnie.
Więc może o Annie i blogowaniu wam napiszę.

Kiedyś czytałam książkę o e-osobowości. O tym, że w sieci kreujemy swój wizerunek. Jesteśmy odważniejsi i pewniejsi siebie ( patrz poczucie anonimowości i hejt) albo pokazujemy lepszą stronę swojej. Ja nie mam zwyczaju się internetowo uzewnętrzniać w sprawach ,które mnie ranią, bolą, poruszają. Nie piszę o tym, że czasem jest mi źle, trudno, że ktoś mi bliski odszedł, frustruje mnie brak aktywności zawodowej , że miewamy taki czy inne kłopoty i rozterki. I nie zamierzam tego zmieniać. Ale tym razem podzieliłam się czymś co od dłuższego czasu gdzieś tam tkwi....
Nie ma to nic wspólnego z poczuciem własnej wartości albo chęciom wymuszenia na was komentarzy - Anka jesteś super pisz dalej.  Bo pomysłów mi nie brakuje, brakuje chęci realizacji.
Taki impas...
Ale kopniak motywacyjny od Was, rzecz bezcenna. Za to chciałam wam podziękować. Przede wszystkim Mar, której zaangażowanie , czas i energia ,które poświęciła przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Na której komentarze się uśmiechałam, mimo ,że miałam wrażenie, że zupełnie nie nadajemy na tych samych falach :)
Więc ..... wcale nie wykluczam, że będzie mnie mniej.
 Bo ..chciałabym znaleźć jakąś świeżość , przyjemność i satysfakcję w tym co robię. Czas przynosi własne rozstrzygnięcia. Jedno jest pewne - nie rozstanę się z Wami tak definitywnie :)
bo nie planowałam nawet znikania z waszych blogów, tylko z tak trudno mi prowadzić własnego. Póki co pojawi się post pocztówkowy z wczorajszej bardzo spontanicznej wyprawy ( u nas był dzień wolny od pracy Wniebowstąpienie ) .... powiem wam szczerze, że i ciuchowo , może nic nowego to nie jest, ale wlaliście tyle nowej energii we mnie, że i ciuchowo przegrzebka w szafie była dość efektywna i sprawiła mi sporo przyjemności.

Za co pozostaje mi podziękować Wam !!!
Jesteście super i dziękuje Wam za te blisko 3 lata obecności.

to już zmykam... idę na profesjonalną sesję zdjęciową , co ogromnie mnie stresuje, ale potrzebuję profesjonalnego zdjęcia na profesjonalną stronę zawodową i czuję się wobec czego jak nie w swojej bajce :) trzymajcie kciuki ,żebym nie wyszła jak ktoś kto połknął szczotkę od kija


Ps. zdjęcie pochodzi z lutego 2007 roku

sobota, 9 maja 2015

Pocztówka z Genewy



Zaletą miast leżących na morzem albo wielkim jeziorem są portowe widoki, których ja nigdy nie mam dosyć. I Genewa właśnie takim miastem jest. Z rozległym portem, Jet d'Eau czyli najwyższą fontanną strzelającą słupem wody na wysokość 140 m ...i ma jeszcze w tle panoramę Alp. W maju jeszcze ośnieżonych. Piękne miasto w piękną pogodę to majówka wymarzona. Idealna.





Mimo niekorzystnych prognoz pogody zaryzykowałam i na wyjazd spakowałam białe spodnie...bo gdzie indziej pasują paski i marynarski klimat jak nie w porcie :)




Mam nadzieję ,że  zdjęć nie macie jeszcze dość i chętnie obejrzycie coś w Genewie poza portem...
















i miał być deser szwajcarski ...to proszę, na deser był półmaraton i to w towarzystwie mojego męża :)
bo dziewczynami zajęli się nasi znajomi :) 2 * 21,097 km





Genewa nas zachwyciła, Szwajcaria nas zachwyciła, a skoro mamy już całoroczną winietkę na autostrady do może uda się nam ją jeszcze wykorzystać :) oby...wszak to niedaleko...zaledwie 350km .....trzymcie za to kciuki :

środa, 6 maja 2015

Pocztówka z Lozanny


Do Szwajcarii nigdy nie miałam szczęścia.
Raz, wiele lat temu jechałam do niej, podkreślę, jechałam. Znaczy byłam w drodze- autokar, dwie drużyny hokejowe, turniej w Zurichu ,trzydniowy....i nie dotarłam. Autobus się zepsuł gdzieś w Austrii, lokalna pomoc drogowa była wobec starego Jelcza bezradna. Czekaliśmy na autobus z Polski, który zabierze nas...do domu. 2-3 noce spędzone na parkingu w Alpach" in the middle of nowhere"
Drugi raz mieliśmy jechać na majówkę do Bazylei, w końcu to zaledwie 350 km od Luksemburga, hotel opłacony, walizki prawie spakowane i ...moje dziecię zaczęło gorączkować, potem drugie i trzeci mąż i weekend spędziłam na leżaku w ogródku ,samotnie z książką, kontrolując sytuację zdrowotną w domu .....
Ale jak to mówią ...
Do trzech razy sztuka i w końcu dotarliśmy ...tyle, że po upalnym i słonecznym kwietniu chciałoby się pogodnej majówki.....niestety pozostało nam zostać w domu albo zwiedzać w deszczu.....






Wcale nie łatwo spakować walizkę na taki wyjazd, wcale nie łatwo dobrze wyglądać w deszczu , zwłaszcza kiedy to nie sesja modowa ,ale kilkugodzinny spacer do tego przy temperaturze 11 st......
Postawiłam na kolory :)
 choć rzadko chodzę tak kolorowo.
I buty trekkingowe, które udowodniły ,że są warte każdego eurocenta na nie wydanego-lekkie, wygodne, i ...nic a nic nie przemakające....
bo padało, czasem nie padało ...
tylko lało jak z cebra




Ale pomyślałam sobie....można narzekać albo pić te szklankę miodu z dziegciem i pokazać ,że pasja podróży nie zna barier :)  i że z cukru nie jesteśmy i Lozannę zwiedzimy.
 I bardzo nam się podobała , choć nie tak bardzo jak mogłaby się nam spodobać w słońcu....:))















Szwajcarii ciąg dalszy nastąpi.....