poniedziałek, 21 września 2015

Porozmawiajmy o minimalizmie




My dzieci bloku wschodniego mamy czasem uzasadnienie dla szalejącego konsumpcjonizmu, że nie było , że szarość blokowisk, że uniformizacja, że szyjąca babcia,mama czy ciocia w tamtych czasach to była skarbem narodowym, przeszywała, przerabiała, wymyślała.... więc teraz kiedy ilość sklepów z ciuchami na metr kwadratowy  przekracza wszelkie dozwolone normy to kompensujemy i kupujemy. Bo ładne, bo się przyda, bo niska cena, bo jak przecena to już w ogóle okazja ,grzech nie kupić. Bo tylko 10zet w lumpku, bo bo bo...i upychamy w szafach bez dna ...mieszczących się w postkomunistycznych metrażach blokowisk ....
To my. Ale konsumpcjonizm nakręcany reklamą dotyczy całego świata zachodniego i nie tylko, patrząc na japońskich turystów z wypchanymi walizkami zakupów w europejskich stolicach mody ....może tylko metki są bardziej ekskluzywne.
Kultura chce mieć i stać mnie ma się świetnie. Konsumpcjonizm to samo-nakręcający się rynek , któremu niż nie zagraża.
Nic dziwnego ,że przesyt stworzył nową modę- minimalizm. Ale zbić kasę na minimalizmie to sztuka. Jak każdą modę trzeba wypromować- pojawiają się poradniki, czytadła ,albumy ,które można kupić i z nich dowiedzieć się, że porządkując przestrzeń wokół siebie - w tym własną szafę - oczyścimy swój umysł i będziemy szczęśliwsze, już zawsze wiedząc w co się ubrać ....ale te najpierw trzeba kupić . Bo po ich lekturze zapragniemy tego, będziemy wiedziały czego się pozbyć, zrobimy słuszny porządek. I będziemy wiedziały co kupić..... w miejsce wyrzuconych części garderoby.
Bo minimalizm jest sztuką i swoje reguły ma.... a za sztukę i jej ułudę trzeba zapłacić. 
Powie ktoś za darmo są blogi i internety z mnóstwem na temat minimalizmu, owszem są. Ale z nic też dowiesz się, że kwiecista spódnica , bluzki w 1001 kolorach to owszem są fajne, ale w minimalizmie chodzi o to ,że wszystko co masz w szafie ma się z sobą łaczyć i zawsze pasować , a nie zawsze to co masz - ta bluzka w stokrotki do tych maziajów na spodniach to nie bardzo pasuje, a ten odcień żółtego nie koresponduje z tym  beżem spodni itp itd....kiedyś to nazywała się baza ubrań, teraz ta baza ma być docelowa, więc kupuj ubrania klasyczne, uniwersalne, z lepszych materiałów- wymień swoją garderobę, kupując, postaw na jakość.
To wypromować wielka sztuka. Rynek nie lubi próżni.
Konsumpcjonizm u innych mnie nie wzrusza, za wasze, u mnie ...gniecie. Przyjeżdżając do Luksemburga miałam dwie pary spodni na krzyż... teraz znacznie więcej, ale i tak nadmiar , nieużyteczność mi przeszkadza. W tym roku ponownie przyglądam się sobie, swojemu stylowi, temu co lubię nosić ,a co było kaprysem, wszystkim potworom w mojej szafie i perełką skrzętnie od lat przechowywanym ....i z porządkami idzie mi świetnie.
Dwa ciuchy sprzedałam, choć to mocno powiedziane, bo symboliczne to kwoty były, a i tak zasiliły nie moje konto, tylko fundacji Ksawerego... ( ukłon dla Asi o wielkim sercu za promowanie )
kilka spódnic oddałam innym blogerkom, wielką torbę ubrań własnej bratanicy....a i tak kilka worków ubrań zamieniłam na kupony rabatowe w H&M, właśnie zawiozłam wór z 14 parami butów na akcję" stare buty" za każdą parę dostaje się kupon rabatowy na nową parę ... Porządki w mojej szafie trwają w najlepsze ....więcej ubywa niż przybywa... i wcale mi z tym źle nie jest.
Bo najbardziej w kreowanym minimalizmie zirytowała mnie jego podwójna moralność :) ramy które ktoś nam narzuca. Ale sama w sobie mam potrzebę ogarnięcia chaosu .... jak pójdzie mi z szafą jesienno-zimową ? Dam wam znać na wiosnę....





A jaki jest wasz stosunek do aktualnych trendów i mód i minimalizmu
bo o konsumpcjonizmie rozmawiałyśmy juz tu




PS. Dobrze widzicie to za mną to dinozaury, znajdujące się w parku Rzęsa w Siemianowicach Śląskich gdzie bawiliśmy niedawno :)



 

wtorek, 8 września 2015

Schueberfouer








Powrót z wakacji to powrót do blogowej pracy :). W tym roku przybliżam Wam nasze lokalne tradycje. W gruncie rzeczy wywodzące się z Chrześcijaństwa, ale zupełnie inaczej obchodzone.
Jedną z najstarszych tradycji , bo liczącą sobie 675 !!!!! lat jest Schueberfouer !!!


Po raz pierwszy odbył się w 1340 roku i miał wymiar wielkiego kiermaszu...na którym sprzedawano owce :) Od lat więc wielu od 23 sierpnia- Dnia Świętego Bartłomieja przez kolejne trzy tygodnie odbywa się wielka feta. która kończy 3 września fajerwerkami. Właściwie każde spotkanie towarzyskie zaczyna się bądź kończy na Schueberfouer. Nie być na Schueberfouer to nie być Luksemburczykiem czy rezydentem Luxemburga.
I to mimo,że dookoła nas wiele wesołych miasteczek i parków rozrywki - od EuroDisneylandu począwszy, to przez te miasteczko w środku miasta corocznie przetacza się 2 miliony osób. Jak wielka jest to liczba , da wam wyobrażenie ,że to aż 4 razy więcej niż mieszkańców całego państwa.



Niektóre instalacje przyprawiają o zawrót głowy :) i wcale nie mam na myśli diabelskiego koła, najwyższego w kraju :)





A pałac strachu jest straszny :) na tyle,że i mnie zdażyło się przestraszyć :) i pisnąć z wrażenia....

 



i nie ma kiermaszy w Luxemburgu bez coupe de crement ( miejscowego szampana) i lokalnej kuchni


Gromperenkichelcher ( Gromperen- z lux.ziemniaki ) to coś jak nasze placki ziemniaczane, nie smakujące w ogóle jak placki ziemniaczane, bo lekko pikantne i mocno ziołowe  i na dodatek jedzone z musem jabłkowym





i bez czego jeszcze nie ma zabawy ???

Bez uśmiechów dzieci i grupy dobrych znajomych :)
A wtedy luksemburska kapryśna pogoda  jakoś niestraszna