niedziela, 28 lutego 2016

Pierwszy oddech wiosny



Pierwszy raz kiedy w lutym przyleciały żurawie byłam zaskoczona, ale kiedy przylatują po raz trzeci pod rząd zaczyna to być normą. Nie wspomnę o kwitnących wszędzie krokusach, przebiśniegach ,a nawet żonkilach. Przedwiośnie w lutym ....Cudownie !!!





Zrobiłam więc moje pierwsze wiosenne zakupy. W second handzie :) Różówy infantylno-uroczy rower , miłośćod pierwszeggo wejrzenia.
Trzeba mu tylko wyregulować hamulce i przedni błotnik wycentrować i będziemy mogli zwiedzać Luksemburg z innej perspektywy!!!


Cieszę się tym bardziej, że mój mąż również kupił i że na wycieczki będziemy jeździć na 4 rowery. Tym bardziej, że w czasach przedślubnych, przed dziecięcych , młodych i szalonych, kiedy kupiłam rower za moją pierwszą wypłatę, to usłyszałam od niego,że on nie, nigdy i w ogóle nie ma mowy, nie chce nie lubi i nie będzie.....




Ubiegłoroczne wakacje pod roztoczańskim niebem dały radę :))


Teraz tylko czekać wiosny  i w drogę .....

niedziela, 21 lutego 2016

Pasje utracone




Ja spoglądam na swoje życie sprzed 10 lat, sprzed małżeństwa, dzieci, kredytów mieszkaniowych, kiedy każdą odłożoną złotówkę wydawałam na wyjazdy nurkowe, to  spoglądam jak na życie jak życie innej osoby. Wyjazd, który składał się z nurkowania, jedzenia, nurkowania, jedzenia, spania, wstać o 5 rano by nurkować...był najbardziej idealnym urlopem.










Jakie nurkowania lubiłam najbardziej ?
Złom :) Złom pod wodą :) i jeszcze raz złom :)


Czyli nurkowania wrakowe ....wypraw na Stalową Rafę i do Sherm-El-Sheik było kilkanaście. Ostatnia moja w lutym  2007 roku......Patrzę i zastanawiam się czy świat, aż tak bardzo nie zwariuje i  że za kilka lat będzie mi dane jeszcze raz tam wrócić ?




Pasja ,która była moim życiem, gdzieś została zepchnięta na dalszy plan.... postała nostalgia i wspomnienia

i te fotki pochodzące z nurkowania na Thistleghormie .


 PS. 

taka koja nadal by mi wystarczyła ;)

niedziela, 14 lutego 2016

Pocztówka ze Schladming







                                                          My się zimy nie boimy

 i spędziliśmy narciarski tydzień w Alpach .
 I wiecie co ? Chyba to były najlepsze wakacje "ever"











Nie mam zbyt dużo zdjęć, nie miałam czasu ich robić. Piękno gór chłonęłam całą sobą. Narty dają wolność, szybkość i najbardziej niesamowite widoki górskie. Ale najwięcej radości sprawił mi fakt,że dziewczynki pokochały również narty ! 






 Ostatniego dnia całkiem nieźle już wymiatały i mogliśmy razem zjechać z 1850 m po czerwonej trasie



i jeszcze trochę prywaty 
Alicja wygrała zawody narciarskie w swojej grupie wiekowej 




Moje drugie dziecko, zdobyło nagrodę fair play i 5 miejsce :) ......bo zatrzymała się w trakcie zjazdu, dziecko przed nią się przewróciło, a pani uczyła, że trzeba podjechać i się zatrzymać .
Były łzy, bo wygrana to wygrana. 



Ale najbardziej dumna byłam z niej , kiedy dnia następnego poganiała nas na stoku, bo .....musi ćwiczyć, żeby puchar za rok wygrać !!! 
Tego właśnie uczy sport i z takiej postawy wyrastają mistrzowie. Jest czas na łzy przegranej, ale zaraz potem trzeba je obetrzeć i ciężko pracować na sukces w przyszłości. Także wiecie, za rok wracamy na stoki Schladming , a Wy wraz ze mną trzymajcie kciuki z Aleksandrę :)